sobota, 3 maja 2014

Kanapa - Twój wróg.



Jak wyglądają Twoje relacje z Twoją kanapą? Dobrze się znacie? Jesteście świetnymi przyjaciółmi czy może ledwo ją kojarzysz? Warto się zastanowić, co Cię łączy z tym podstępnym meblem, gdyż ma to kolosalny wpływ na Twoje życie.

Gwoli jasności - podczas pisania tego artykułu na wszelki wypadek usiadłem na krześle przy stole, lecz muszę przyznać, że rzucam ukradkowe spojrzenia na swoją kanapę, żeby sprawdzić jak znosi prawdę.

Przejdźmy zatem do rzeczy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że istnieje ścisła zależność pomiędzy długością czasu spędzanego na wylegiwaniu się na kanapie, a poziomem zadowolenia z życia. To zupełnie tak, jakby ten niepozorny mebel był czymś w rodzaju wampira energetycznego i wysysał z nas siły witalne. Gdy mój kolega z pracy wrócił z urlopu, zapytany przeze mnie jak go spędził, powiedział, że cały czas przeleżał na kanapie, oglądając filmy. Odparłem na to, że musi zatem być wypoczęty, a on odpowiedział, że wręcz przeciwnie. Czuje się totalnie wyczerpany. Dało mi to do myślenia.

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz zachęca, ażeby niedziele spędzać aktywnie. Nie chodzi jedynie o obecność na mszy świętej, ale o wszelkie formy aktywnego wypoczynku, na który nie możemy sobie pozwolić w środku tygodnia. Wielu ludzi wybiera jednak wariant "piżamka - pilocik - kanapa". Czyż to nie jest przyjemne? Totalny relaksik. Zero stresu.
Ksiądz Pawlukiewicz przyznaje, że "luzik owszem, jest ", ale zauważa również, że "w ten sposób można się bardzo łatwo zakisić i zamarynować w tej piżamce". Całkowita stagnacja.

Szatan próbuje nas zniszczyć na różne sposoby, mniej lub bardziej wyrafinowane. Jednym z nich jest nakłonienie nas do bierności, a nasze drogie i wygodne kanapy tylko mu w tym pomagają.

Nie sugeruje jednak, że jest to mebel z piekła rodem, lecz chciałbym podnieść poziom świadomości w narodzie. Ja raczej postrzegam tenże atrybut lenistwa, podobnie jak alkohol. Wszystko jest dla ludzi, ale trzeba przecież znać umiar. A najważniejsze jest aby konsumowanie kanapowego "nicnierobienia" nie przerodziło się w nałóg. Krótko mówiąc, nie nawołuje do prohibicji kanapowej, lecz do przestrzegania prostej zasady - panem kanapy jest człowiek, a nie odwrotnie.

W końcu miło jest czasem się wyciągnąć po ciężkim dniu i odpalić te setki trójwymiarowych cali ;)
Wszystko jest fajnie, jeśli ów niezwykle istotny przysłówek "czasem" nie jest wypierany przez "coraz częściej", aż w końcu kapituluje przed mocarnym "ZAWSZE".

Tak nawiasem mówiąc, ksiądz Pawlukiewicz twierdzi, że gdy we wzburzeniu wykrzykujemy słowa typu "zawsze" lub "nigdy", z naszych ust wychodzą myśli podsuwane nam przez Szatana.

Nie wiem, jak wy, ale ja zauważyłem, że im jestem bardziej aktywny, tym mam więcej energii i chęci do życia. Gdy się ruszam, świat nabiera kolorów, a gdy oddaje się lenistwu, nieznośnie szarzeje.

Z rozwojem osobistym jest tak, jak z mądrością ludową - lubuje się w przysłowiach i mądrych sentencjach. Jedno z nich brzmi: "Wszystko, czego pragniesz znajduje się poza Twoją strefą komfortu". A przecież centrum tej strefy, można by wręcz rzec - stolicą, jest właśnie owa kanapa.

Pisząc o aktywności, nie mam na myśli jedynie ćwiczeń fizycznych, lecz również tego całego mnóstwa spraw, które leżą odłogiem gdzieś z tyłu Twojej głowy i powoli zarastają chwastem. Mam na myśli zaniedbane relacje, które są jak wbite w nasze serce kolce. Próbujemy je ignorować, udajemy, że ich nie zauważamy, ale one wciąż sprawiają nam ból i powodują opuchliznę wyrzutów sumienia. A przecież wystarczyłoby pokonać strach, przełamać niemoc, zwalczyć wstyd, bądź nieśmiałość i może powiedzieć "przepraszam", zadzwonić, napisać list lub zwyczajnie pójść i zapukać do drzwi. Pomyślcie ilu jest ludzi, którzy czekają na gest z naszej strony, na kilka słów, na chwilę uwagi, na dowód miłości lub sympatii.

Popatrzcie na Jezusa. On z punktu widzenia rozwoju osobistego był Ideałem świetnie zarządzającym sobą w czasie. Chrystus nigdy nie marnował czasu. Trzy lata Jego nauczania to była jedna wielka aktywność i działanie. Nawet w tym możemy i powinniśmy Go naśladować. Może powodem jest to, że dwa tysiące lat temu nie było jeszcze kanap? 
"Taki żarcik" - jak mawia pan Piernacki z serialowego "Rozlewiska".

Podsumowując, zachęcam Was do tego, abyście przeanalizowali swoje życie i zastanowili się czy nie można by z niego wydusić więcej działania, wycisnąć więcej dobra. Zróbcie sobie założenie, że każdego dnia, zamiast odciskać swój zadek na kanapie, zrobicie coś pozytywnego i pożytecznego. Może to być coś małego, bądź pozornie nieistotnego, jak wyniesienie śmieci do kontenera starej i schorowanej sąsiadce, bądź zmycie naczyń, gdy nasza Druga Połowa, ma gorszy dzień. Każdy taki dobry uczynek niesie z sobą potężny ładunek miłości, która leczy nas z egoizmu, niskiej samooceny oraz poczucia beznadziei i marazmu. Co wieczór róbcie sobie podsumowanie Waszych dzisiejszych zasług, a gwarantuje, że będzie to jak kojący okład na Wasze poranione dusze.

Nasz świeżo kanonizowany papież Św. Jan Paweł II mawiał, że osoba dająca dobro jest obdarowywana przez osobę je przyjmującą.

Mam nadzieje, że teraz Wasze kanapy pieką Was w pupy, a Wy zrywacie się z nich zmotywowani do działania. Bo kanapa to niezwykle groźna cywilizacyjna choroba, która objawia się lenistwem, odwlekaniem, zaniedbywaniem, hedonizmem, umiłowaniem bezruchu. Prowadzić ona może do bardzo poważnych powikłań, m. in. obumierania relacji, rozpadu rodzin i przyjaźni, wyniszczenia fizycznego, psychicznego i duchowego oraz rezygnacji z marzeń.

I tak, już na koniec - człowiek, pragnący schudnąć, musi ograniczyć słodycze, natomiast człowiek pragnący żyć mocniej, niestety musi ograniczyć kanapę.

Pozdrawiam aktywnie!