czwartek, 16 stycznia 2014





Ile życia w życiu?


Pewnie każdy kiedyś oglądał film "Świt żywych trupów". Pewne miasteczko zostaje w nim opanowane przez rzesze zombie. Wiedzieliście, że ten film jest na faktach autentycznych? Tak. Przerażająco autentycznych. Co prawda w realu trupy nie wstają z grobów, ale chodzą po ulicy. Są wszędzie, w pracy, sklepie, w kościele, na wakacjach. Bardzo dużo nieboszczyków można spotkać w pubach i dyskotekach. Najmniej ich występuje w szkołach (podstawowych, bo na kolejnych etapach edukacji ich liczba rośnie w zastraszającym tempie).

Jak wiecie, są dwa rodzaje śmierci: biologiczna i duchowa. Mowa jest o tej drugiej. To niewiarygodne jak wielu ludzi wegetuje, a nie żyje. Wczoraj byłem tego świadkiem. Do mojej żony przyszła koleżanka na kawę. Wcześniej nie miałem okazji jej poznać. Przyszła, przywitała się, siadła na kanapie, a ja już wiedziałem, choć jeszcze prawie nic nie powiedziała. Zrobiło mi się jej bardzo przykro. Choć nie miałem pojęcia jaka jest tego przyczyna, widziałem, jak strasznie jest poraniona. Wpadła w sidła złego ducha i dała się zabić. Po jej wyjściu, żona powiedziała mi, że cierpi na depresję i miała kilka prób samobójczych.
Oczywiście nie wszyscy ludzie, którym brakuje życia, kwalifikują się do leczenia psychiatrycznego. Większość potrafi się świetnie maskować. Śmieją się, są wygadani, robią kariery. Jak mówi ksiądz Pawlukiewicz: "Można siedzieć w amfiteatrze i zaśmiewać się do łez z występu jakiegoś kabaretu i nie żyć". Ludzie ożywiają się na chwilę seksem, erotyką, alkoholem, narkotykami, hektolitrami kawy (ja się do nich zaliczam) i czym tam jeszcze. Ciężko teraz spotkać kogoś, kto na imprezie potrafi się świetnie bawić bez picia. Erotyka jest wszechobecna. Przy użyciu roznegliżowanych niewiast reklamuje się wszystko - od sprzętu rtv/agd po skup metali kolorowych. Spece od marketingu zdają sobie sprawę, że nic tak nie przykuwa uwagi. Erotyka jest jedną z ostatnich sfer, która ludzi ożywia.

Wielu z nas jest jak sztuczne kwiaty. Piękni, kolorowi, ale życia w nas nie ma. Dlaczego tak się dzieje?
Bo wyzbyliśmy się pragnień. Bo zatraciliśmy samych siebie. Uwierzyliśmy, że na nic lepszego nie zasługujemy, lub po prostu, że nic lepszego nas w życiu nie spotka. Jesteśmy głusi na nas samych. Daliśmy się zwieść złemu duchowi. Zmanipulował nas, ogłupił i rozleniwił.

Musimy wrócić do samych siebie. Odkryć swoje prawdziwe JA, a tym samym odkryć nasze pragnienia, które Bóg zaszczepił na dnie naszego serca. Gdy faryzeusz Nikodem przyszedł do Jezusa i zapytał, co musi zrobić, żeby uzyskać zbawienie, Jezus mu powiedział: „ ... Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego”. Nikodem spytał Go: „ Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się”? Jezus odrzekł: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić...” (Ewangelia wg św. Jana 3:3-7).

Niestety zły duch skutecznie nas omamia i zwodzi, ale na całe szczęście nie ma dostępu do dna naszego serca.
Zapewne każdy z nas oglądał kultowy film "Matrix". Ja do tej pory jestem wielkim fanem całej trylogii :) Może przypominacie sobie fragment, w którym Morfeusz mówi do Neo:

"Jesteś tu, bo wiesz o czymś. Tego, co wiesz, nie możesz wyrazić, ale czujesz to. Czułeś to przez całe swoje życie, że ze światem jest coś nie tak. Nie wiesz, co to jest, ale to jest jak drzazga w twoim umyśle, doprowadzająca Cię do szaleństwa. (...) Czujesz to, kiedy idziesz do pracy, do kościoła, kiedy płacisz podatki."

Zastanówcie się, czy nie macie podobnych odczuć? Czy nie wydaje Wam się, że nie żyjecie w pełni? Ciągle towarzyszy Wam poczucie, że czegoś Wam brakuje? Nigdy nie jesteście do końca zaspokojeni? Ludzie się Was pytają "Hej! Jak leci? Co u Ciebie?", a Wy zawsze 
odpowiadacie, że "Wszystko ok", ale mówicie to bez przekonania. Czy tak nie jest?
Niby wszystko jest dobrze, ale chodzę jakaś taka / jakiś taki sfrustrowany / sfrustrowana. Zrzędzę, marudzę. Nic mi się nie podoba i w ogóle to czasem chciałabym / chciałbym, żeby wszyscy dali mi święty spokój! Sama / sam siebie nie rozumiem.
Wiecie co to jest?
To Wasze serce, które bije na alarm, które próbuje przebić się przez te miliony litrów alkoholu, tony pornografii, zwały polityki, hałdy gier komputerowych i wszystkie inne odpady, którymi zaśmiecamy siebie i swoje życie. Nasze serce chce nam powiedzieć prawdę o nas samych, ale często ta prawda jest bolesna. Więc zamiast słuchać, wolimy sobie strzelić kilka browarków z kumplami, gdy mamy doła. Albo kabarecik sobie obejrzeć. Nic dziwnego, że kabarety przechodzą renesans swojej popularności. Jest duże zapotrzebowanie na ożywianie umarlaków. Siedzi taki nieboszczyk na kanapie z piwem w ręce i paszcze cieszy, a życie uchodzi z niego wszystkimi porami.

Żeby ożyć, żeby się narodzić na nowo, potrzeba wielkiej odwagi, determinacji i konsekwencji. Zły duch nie odpuści i uderzy z podwójną mocą, wedle powiedzenia "Im bliżej ołtarza, tym więcej demonów". Doświadczyłem tego na własnej skórze. Im bliższą relację buduję z Jezusem, zły duch mocniej mi doskwiera. Nikt jednak nie obiecuje, że będzie słodko. Będzie bolało, będzie piekło i parzyło. Poleje się krew, pot i łzy, dlatego wielu woli wegetować, bo tak łatwiej.
Pomimo wszystko warto wytoczyć działa i wypowiedzieć wojnę swym słabościom, grzechom, a co za tym idzie - demonom. Uwierzcie w to, że życie o jakim marzycie jest możliwe. Jeżeli będziecie walczyć w imieniu Boga, a nie swoim własnej pychy, zwyciężycie!
Pójdziecie na wojnę z całą zgrają diabłów, ale za plecami będziecie mieli potężnego Wodza, jakim jest Chrystus. Wszyscy, którzy odmienili swój los, zrobili to dzięki Jezusowi. Wszak On sam powiedział: "Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości" (J 10, 10).

Pozdrawiam jeszcze goręcej!